Nie wydaje mi się właściwe, ani umoralniające przedstawianie w tak zwanych katolickich powieściach dla młodzieży cnoty zawsze spotykającej się z nagrodą i niecnoty zawsze ukaranej. Taki deterministyczny automatyzm sprawia wrażenie transakcji handlowej i może ogołocić cnotę z jej heroizmu i dynamizmu. Pisarz-moralista nie powinien unikać przedstawienia cnoty pognębionej i niecnoty triumfującej i nie powinien obawiać się, że cnota stanie się przez to mniej popularna i poszukiwana. Cnota praktykowana wyłącznie dlatego, że się opłaca, nie jest wcale cnotą, lecz oportunizmem. Cnota musi być atrakcyjna nie dla nagrody, lecz dla siebie samej – jest wtedy cnotą prawdziwą, bo zdolną do heroizmu. „Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie” – ten kocha cnotę, kto kocha ją nie licząc na nagrodę, lub nawet wiedząc na pewno, że nagrody – w tym życiu nie będzie.

„Rzeczy najmniejsze”

Reklamy

Czymże była trema? Była niejako formą samoobrony psychicznej, tak jak formą samoobrony organizmu jest opalanie się skóry, broniącej w ten sposób ciała przed niszczącym działaniem promieni słonecznych, był to więc objaw konieczny, objaw protestu psychiki przeciwko narzuconym z zewnątrz, nienormalnym i niesprzyjającym warunkom.

Lecz nieprzyjemne, przykre, niesprzyjające, wrogie, skomplikowane, często niedorzeczne, a przecież nieugięte warunki zewnętrzne to jest właściwie zjawisko stałe, stała atmosfera bytowania ludzkiej psychiki; trema, obawa, kurczowy strach to są odwieczne drgawki, przebiegające przez istotę duchową rozpiętego na nonsensownej szpilce życia ludzkiego owada. Właściwie w tych tylko momentach odczuwamy istotę bytu, którą stanowi podobno „kosmiczny strach” — wszystkie inne chwile są bez znaczenia — okresy pozornego spokoju wewnętrznego to wynik zgrubienia naszego naskórka psychicznego, jak bezmyślna drzemka człowieka skazanego na śmierć.

Liczą się więc tylko momenty tremy – lecz zarazem odczuwamy je jako coś wyjątkowego, nienormalnego, dokuczają nam, chcemy ominąć je jak najprędzej. Gdzież więc jest normalny, przyrodzony, właściwy stan duszy, na czym polega istotna błogość, istotne uspokojenie psychiczne? Nie znamy go —    zapewne nie ma go tu na ziemi — aby więc je poznać, trzeba by może po prostu umrzeć — czyli, posługując się skonwencjonalizowanym, ale w zasadzie zupełnie trafnym określeniem zaczerpniętym z klepsydr i zawiadomień o śmierci poumieszczanych w gazetach -„zasnąć snem wiecznym”.

„Sprzysiężenie”

Profesor [Kotarbiński] powiada, że religia to pozarozumowe urojenie, wobec czego etyka religijna zbudowana jest na lodzie. Ale ta etyka jest ważkim FAKTEM SPOŁECZNYM – ów lód okazał się dość mocny i dźwiga na sobie od kilku tysięcy lat, wcale masywną społeczną budowlę. Profesor twierdzi, że Pan Bóg nie wręczył Mojżeszowi na górze Synaj dekalogu, że to jest zmyślone. Ale z tej zmyślonej przyczyny powstały bardzo konkretne skutki społeczne (dowód na pozaracjonalność ludzkiego świata?).

„Tygodnik Powszechny”